Życie po życiu, czyli jak to z Aniołami bywa
Anioł pachniał tytoniem i psimi chrupkami.
Prawdę mówiąc, był to najdziwniejszy Anioł, jakiego Małgorzata w życiu widziała.
Chociaż, jeżeli się głębiej nad tym zastanowić, to zbyt dużego
doświadczenia z aniołami do tej pory nie miała. Znała je tylko ze
świętych obrazków, na których byli to albo mali chłopcy o kręconych
blond loczkach,ubrani w sukienki i cierpiący na nadwagę, albo
zniewieściali mężczyźni o kręconych blond lokach, ubrani oczywiście w
sukienki , którzy siedząc na chmurce brzdękali na harfach, smętnie
wpatrując się w dal.
Pewnie dlatego w pierwszej chwili nie skojarzyła, że ubrany w dżinsy
i luźną koszulę wysoki, czarnowłosy mężczyzna z dwudniowym zarostem na
brodzie, który stanął w jej drzwiach to właśnie Anioł. Czy to
sprawiła wiosna, zapach bzu wpadający przez otwarte okna, czy może
jakaś magia, serce Małgorzaty szybciej zabiło, a nogi się pod nią
ugięły.
Mała blondyneczka też od razu wyczuła, że to nie jest zwykły gość,
bo zamiast pożreć go w całości, podeszła powoli i obwąchała go
delikatnie, z lubością wciągając w nozdrzach zapach psich chrupek.Gość
przyklęknął na jedno kolano, a blondyneczka zaczęła lizać go po twarzy,
zostawiając ślady mokrych pocałunków.
Małgorzata z trudem się powstrzymała, żeby nie paść obok nich na
kolana i nie skraść chociaż jednego całuska, ale opanowała emocje,
przecież nie wypada tak od razu rzucać się nieznanym mężczyznom na
szyję.
- Wzywałaś mnie,więc jestem – odezwał się Anioł, podnosząc się z kolan – W czym mogę pomóc?
Zasiedli na kanapie , a mała blondyneczka położyła się u stóp
Anioła, spoglądając mu głęboko w oczy. Małgorzata zaczęła opowiadać – o
tym, jak zabrała Saszę, o szkole, do której chodziły, o tym, że
podwieszano tam psy na smyczach, kiedy nie chciały pokazać trenerowi
zębów albo uszu, o kolczatkach, krzykach, teorii dominacji, o tym, że
robi wszystko tak, jak ją uczono, ale to nie daje efektów. I o tym,
że Sasza chce zagryźć każdego napotkanego psa, nawet kiedy ten jest 50
metrów dalej, rzuca się też na ludzi, a ostatnio ugryzłaby kalekę,
jednak na szczęście nie trafiła.... I o tym, że chodzi tylko na smyczy,
bo jest agresywna i nie wraca na wołanie....I o tym, że to chodzenie na
smyczy to naprawdę nie jest chodzenie, bo Małgorzata fruwa jak latawiec
na drugim jej końcu, nieraz już się przewróciła, o powybijanych palcach
i poranionych od linki dłoniach nie wspominając....
A gość słuchał, od czasu do czasu zerkając na wpatrzoną w niego
małą blondyneczkę i Małgorzata przysięgłaby, że rozmawiał z nią bez
słów! Ale to przecież niemożliwe...
A potem zaczął mówić. To, co powiedział było zaskakujące i
zdumiewające, ale Małgorzata miała wewnętrzne przeczucie, że to
wszystko prawda. Anioł tłumaczył jej, że psy to nie wilki, a teoria
dominacji i konieczności obniżenia ich pozycji w rodzinie –to bzdura
wyssana z brudnego palca i wymyślona przez ludzi, którzy nie rozumieją
psów . Mówił, że pies przez całe dnie i noce wcale nie knuje
podstępnie, jak stać się osobnikiem Alfa, a robi to, co robi, bo
niczego innego nie został nauczony i nie wie, jak powinien zachować się
w ludzkim świecie. Powiedział, żeby Małgorzata założyła sobie kolczatkę
na szyję , a potem spróbowała nauczyć się czegoś, gdy ktoś będzie
wykrzykiwał do niej rozkazy po chińsku – i sama zobaczy, czy się czegoś
nauczy. A gdy będzie chciała podejść i przywitać z innym człowiekiem
–niech ktoś szarpie ją na tej kolczatce – przekona się, czy nadal
będzie się uśmiechać, czy może zacznie krzyczeć i się wyrywać, byle
przestało boleć...
- Wiem, co trzeba zrobić, żeby wyleczyć Saszkę – kontynuował Anioł
– Kiedy Ty opowiadałaś, ja sobie z nią pogadałem po psiemu i ona też
wszystko mi powiedziała Ale żeby pomóc jej,najpierw musisz zmienić
siebie. To będzie długa i trudna praca, więc słuchaj uważnie....A jeśli
masz dar, z czasem sama nauczysz się rozmawiać ze zwierzętami i
rozumieć, co do Ciebie mówią.
I znowu zaczął mówić, a Małgorzata słuchała z zapartym tchem,
starając się nie uronić ani jednego słowa. Czas mijał, Małgorzata
słuchała, Anioł mówił, a mała blondyneczka leżała u jego stóp,
wpatrując się w niego jak zauroczona i od czasu do czasu nieśmiało
trącając go noskiem.
Czary jakieś, czy co?
...
CDN
Autorka opowieści jest trenerem szkoły "DogMasters"