***
Od wizyty Anioła minęły dwa tygodnie.
Małgorzata wyrzuciła stare metody do szuflady z napisem „NIGDY
WIĘCEJ” i zaczęła zmieniać siebie, żeby pomóc małej blondyneczce.
Narzędzia tortur w postaci kolczatki, szarpania i krzyku zastąpiła
miękką obrożą, pasztetówką, serkiem homogenizowanym i małym, magicznym
pudełeczkiem, wydającym dziwny odgłos „kilk-klik”. Owo dziwne
„klik-klik” rozlegało się często, za każde spojrzenie Saszki najpierw
na Małgorzatę, a potem prosto w jej oczy i mała blondyneczka chodziła
teraz na spacerach wpatrzona w swoją panią, nie szukając już sobie
zaczepki. Małgorzata starała się panować nad emocjami i nie reagować
nerwowo na widok ludzi i psów, ale omijać ich szerokim łukiem,
nagradzając Saszkę za spokój, przewidywała też kiedy i co może
wyskoczyć zza krzaka czy rogu i wystraszyć małą blondi – i unikała
takich sytuacji.
Po dwóch tygodniach takiej terapii Sasza nawiązała pierwszy bliski
kontakt z OBCYM psem. Co prawda początkowo obwarczała i obszczekała
go, jednak Małgorzata już wiedziała, co trzeba zrobić, w ruch poszedł
serek topiony i po chwili mała blondyneczka, cała szczęśliwa,
zapraszała nowego do zabawy!
Od tego czasu z każdym dniem było już tylko lepiej i lepiej, a małe
niepowodzenia, jakie czasami się zdarzały Małgorzata traktowała jako
swoje wpadki, nie obwiniając za nie małej blondi. Bo teraz widziała, że
żeby czegoś od niej wymagać, najpierw musi ją tego nauczyć.
* * * * *
Czas mijał, a Małgorzata pomimo najszczerszych chęci, nie mogła zapomnieć o przystojnym Aniele i jego słowach:
„A jeśli masz dar, z czasem sama nauczysz się rozmawiać ze zwierzętami i rozumieć, co do Ciebie mówią.”
Czasami wydawało jej się, że mała blondyneczka próbuje jej coś powiedzieć, ale były to raczej banalne rozmowy, na przykład:
- Skończyłaś swój pyszny obiad? To daj polizać talerz!
Albo:
- Co tak ładnie pachnie w tej siatce, którą przyniosłaś? Czy to czasem nie jest świeży kurczaczek? Mogę skosztować odrobinkę?
Małgorzata jednak chciała czegoś więcej. Nie, żeby od razu rozmawiać
z blondi o stworzeniu świata, fizyce kwantowej czy Mozarcie, ale
pogadać jak przyjaciółki, o sprawach ważnych i błahych.
Dlatego znowu poszły do szkoły, ale tym razem Małgorzata wybrała mądrze.
* * * * *
Zastanawiacie się, co w tym czasie działo się z chorą siostrzyczką?
Dzielnie robiła to, co obiecała Małgorzacie, czyli uczyła się od
nowa chodzić. Nie minęło parę miesięcy, a chromowane kule wylądowały w
piwnicy i nikt postronny nie powiedziałby, że ta ładna kobietka jeszcze
niedawno nie wstawała z łóżka i nie miała nadziei na to, że będzie w
pełni sprawna. Sasza od czasu do czasu zostawała u „cioci” na weekendy,
a pewnego dnia bardzo, ale to bardzo się zdziwiła.
Kiedy nadeszła kolejna wiosna, w domu siostrzyczki pojawiło się
bowiem małe, czarne diablę, które z miejsca zakochało się w
blondyneczce, a swą bezgraniczną miłość okazywało w jedyny znany mu
sposób – wbijając się ostrymi jak szpilki zębami w każdą część ciała
Saszy, którą akurat udało mu się dorwać.
-Nie miała baba kłopotów, to sobie wzięła szczeniaka – westchnęła
Małgorzata ciężko – Cóż, trzeba się brać do roboty i wychować go na
porządnego psiaka. Ale teraz mam pewne magiczne sposoby, mam swoje małe
czary-mary, no i najważniejsze – mam Anioła, który zawsze mi pomoże!
Więc na pewno będzie dobrze!
Ale to już zupełnie inna historia....
* * * * *
Autorka opowieści jest trenerem Szkoły Przyjaciół Psów
"Wesoła Łapka"