Fundacja "Przyjaciele Czterech Łap"
Bierzemy odpowiedzialność za tych, których oswoiliśmy
Przyjaciele Czterech Łap
KRS: 0000319906
REGON: 320608231
NIP 597-169-91-69

 
nr konta 76 1240 3581 1111 0010 2180 8561
 


"Ratując jednego psa nie zmienimy świata... ale świat zmieni się
dla tego jednego psa."
Home      Bokserka
Wydrukuj tę stronęDodaj do ulubionych

Historia niezwykłego psa w zwykłym ciele


Mam świadomość, że ludzie zwykli są nazywać swoje psy wyjątkowymi,najładniejszym i najmądrzejszymi.
Ja natomiast tak nie uważam.
Nie uważam by moja suczka była najładniejsza - bo championem nie jest,najmądrzejsza także nie jest - nie ma żadnego dyplomu posłuszeństwa, a i równiutko przy nodze nie chodzi.
Jednak jest w tym psie coś… coś niezwykłego, coś co zauważyłam dopiero po pewnym czasie, nie da się zapewne ogarnąć słowami tego, co chcę napisać, ale postaram się - zasłużyła na to.

Mowa o obecnie 3 letniej bokserce o całkiem zwykłym imieniu - Kora.

A więc wszystko zaczęło się od planowania kolejnego psa. Jednemu z domowników marzył się dostojny owczarek niemiecki i właściwie na poważnie rozważaliśmy jego kupno. Już mieliśmy się rozglądać za szczeniakami tejże rasy… gdy nagle,robiąc zakupy dojrzeliśmy szczeniaczki boksera! Były cudowne, piękne maleństwa o niesamowitych oczkach i płaskich pysiach i kopiowanych ogonkach, żwawe i wesołe!
"Tak, to jest to!"- krzyczała jedna z domowniczek... no czy ja wiem,ja najbardziej byłam skłonna kupić psa rasy husky, ale niech już będzie ten bokser.
No i ustalone, kupujemy boksera.

Była sobota, upalny, majowy poranek.
Nie mając pojęcia o rasie, nie będąc świadomym, że kupując rasowego psa winno się dokładnie dobierać hodowlę psów z rodowodem - ruszyliśmy na giełdę.
No cóż… wielkie było nasze zdziwienie, bo bokserów tam nie było... a nie, był...jakaś zapchlona suczka- przywiązana na sznurku do klatki, nie wyglądała na małego szczeniaczka, śmierdziała, miała pchły, ślady pogryzienia, była chuda,wystraszona, osowiała… smutna… wyglądała żałośnie… niczym nie przypominała pięknych szczeniaczków widzianych przez nas kilka tygodni wcześniej...
Złapałam ją, wzięłam na smycz i wyjmując paprochy z ryjka (suka była tak głodna, że pochłaniała kamienie) jak przez mgłę dochodziły do mnie słowa osoby,która chciała ją sprzedać… mówiła coś o tym, że trzymała ją w kojcu z  DONkami (stąd ślady pogryzienia) ...mówiła czym ją karmi, oferowała jakiegoś skundlonego reproduktora i wiele innych rzeczy, ale ja zajęta byłam psem.
Bóg jeden wie, czemu kupiłam tego psa, przecież czytałam w książkach, jak powinien wyglądać zdrowy szczeniak… nie pamiętam nawet, ile za nią zapłaciłam...

Tak rozpoczął się kolejny etap mojego życia – etap, który trwa do dziś.
No więc kupiliśmy sunię, już na miejscu wiedzieliśmy, że nazwiemy ją Kora...tak jakoś wpadło nam do głowy i tak zostało.
Dojechaliśmy do mieszkania.
Suka była tak głodna, że jadła suchy chleb, musiała być bita - bo gdy narobiła na kafelki - wystraszona czekała na moją reakcję.
Najedzona - wreszcie, zaczęła robić rozeznanie mieszkania.
Wtem przyszedł ten domownik, który chciał owczarka- ujrzał boksię, wziął na łóżko wycałował… i nagle krzyknął: ale ona ma OGON!

(W istocie miała ogon i nawet uszy, żyjące własnym życiem - nie klapnięte...)
Po emocjonującym dniu poszła spać, byliśmy zdumieni i wystraszeni...tym…chrapaniem,to niesamowite - chrapała gorzej niż za przeproszeniem stary podchmielony chłop.

Nadszedł czas pierwszego spaceru - prawie 4 miesięczne szczenię nie chciało iść na dwór, obwąchało trawkę i pędem ciągnęło do domu. Widok każdego większego psa ogarniał ją śmiertelnym strachem - to samo tyczyło się obcych ludzi.
Pewnego razu wystraszyła się parasolki i zwiała do domu... na spacerach w połowie drogi potrafiła się położyć odmawiając dalszej wycieczki.
Zdałam sobie sprawę, że muszę ja nauczyć normalnie żyć.
Ostro wzięłam się za socjalizację.
Okazało się, że ona ma braki... braki w kontaktach z psami, nie wiedziała jak się zachować.

Najgorsze jednak było to, że ona była chora, długie i męczące leczenie jelit utrudniało nam życie, ciągle ubrudzony wodnistym kałem dywan i kafelki... nocne spacery... to wszystko sprawiało, że powoli mieliśmy dosyć, a to był dopiero początek.

Najtrudniejsze były jej ucieczki, spuszczona ze smyczy widząc na horyzoncie psa, biegła bez opamiętania - owszem odbiegałam w inną stronę - ale co z tego,jak mój pies galopował już kilometr przede mną, nie myśląc o obejrzeniu się za pańcią. Kilka razy zwiała mi, raz goniłam ją aż po jezdnię, raz po jakichś chaszczach... ale nie zapomnę jednego: był mroźny dzień, a moja durna suka mi uciekła, goniłam ją już z 20 minut... siadłam nagle i chciało mi się wyć… ale ja sama tego chciałam… Popełniłam wiele błędów w szkoleniu, używałam metody kar i nagród - wcale nam to nie pomogło. Za ciasną obrożę wymieniłam na skórzaną - a,że moja suka ciągnęła jak parowóz, miała łysą szyję... dopiero potem kupiłam szelki.


Nastała fala upałów, moja suka z świeżo wyleczonymi jelitami, nie chciała jeść…była prawie że na samych witaminach... nie rosła tak jak powinna.
Pewnego razu wbiegła na boisko, gdzie dzieciaki grały w piłkę - jeden chłopak krzyknął: "patrzcie! Miniatura boksera!"
I tak jest do dziś, moja suka nie jest zbyt dużych rozmiarów, ale jedno co ma piękne... to szeroką cudowną klatkę piersiową!

Powoli moja suka oduczała się ucieczek.
Właściwie wszystko szło powoli... z czasem jej śliczny różowy brzuszek i uda stawały się siwe... a, że my początkowi psiarze, szorowaliśmy ją - myśląc, że to brud!

Gdy tak mówię o dorastaniu, muszę wspomnieć, że początki nie były wesołe.
Pies, bez którego dziś nie wyobrażam sobie życia - irytował mnie.
W pierwszych tygodniach omijałyśmy się.
Czytam jak behawioryści piszą, że w psie nie ma złośliwości - tak, powtarzałam to sobie wtedy, gdy moja sunia nasikała mi do buta, na łóżko - gdy akurat była w toalecie i nie zdążyłam z nią wyjść, powtarzałam sobie wtedy, gdy obrażona wychodząc po chwili samotności w pokoju, wdepnęłam w kupę robioną wprost na miarę mojej stopy… e tam, pewnie przesadzam.

Gdy wreszcie wydawało mi się, że jest lepiej... moja sunia dostała cieczki. Z jednej strony się cieszyłam, moja dziewczynka dorośleje... z drugiej było mi smutno…że to tak szybko.
Ten okres to była istna parodia.
Musiałam nosić 20 kg sukę na rekach, a za mną sznurek psów się ciągnął.

Po cieczce, wszystko wróciło do normy.
Moje szkolenie nie odnosiło skutków.
I tak trafiłam na strony o szkoleniu, zaczęłam szkolić sunię klikerem,oduczałam ciągnięcia.
Jaka była moja radość, gdy wreszcie się nam udało.
Gdy wreszcie moja suka stała się normalna.
Zaczęłam spotykać się z psiarzami

Ile nas to kosztowało, tylko my wiemy.
Zjedzone grube tomy książek, uświnione okna, zerwane zasłony, zjedzone drzwi i tapeta, drzwi od domu zablokowane płytką ceramiczną - tak, że nie dało się wejść, ucieczka psa w środku burzy, zjedzona torebka, wywalony kwietnik,rozwalona deska klozetowa, czy zeżarta nowa ława - to nic w porównaniu do zszarganych nerwów.

Z moją suką nigdy się nie można było nudzić - jak nie wpadła do przerębla, to rozwaliła łapę tak, że myślałam, że się wykrwawi… raz nawet topiła się zaplątana o żyłkę - wszystko to specjalnie - chciała pokazać, jak mi na niej zależy, jak bardzo ją kocham!

Pamiętam taki dzień, koszmarny... ale dał mi wiele do zrozumienia.
Byłam na badaniach EKG, okazało się, że moja suka ma problemy z sercem.
Od tamtej pory do dziś, cieszę się każdym dniem z nią spędzonym.
Każda chwila jest ważna.

Kocham w niej wszystko, pomimo iż potrafi być okropna, nieznośna... to tylko ona wie, jak ją kocham, tylko ona bez zbędnych słów potrafi pocieszyć… to jej patrzę w oczy, gdy zasypiam i witam poranek…
Mogłabym pisać o niej w nieskończoność, a ten opis to drobiazg - ale nie mam czasu, bo muszę iść i się z nią pobawić.

Wiem, że kiedyś moja suka wyjdzie na ostatni spacer - ja chcę być wtedy przy niej - jestem jej to winna, za to, że nauczyła mnie tak wiele... ona daje mi siły i wiarę - wiarę w to, że liczy się jakość, a nie długość życia

Ja i mój bokser, jedyny, niepowtarzalny, uparty, wykonujący komendy kiedy mu się podoba.
Pies mojego życia.
Dziękuję Ci aniołku.


Autor: Sylwia z Sosnowca
 
   
 
Przekaż swój
1% podatku
na MOPSiKa






 
 
powered by prot Hosting - Serwery