Lili
Kiedyś pracowałam w przedszkolu i często chodziłam z dziećmi na spacery. Pewnego dnia przechodziliśmy koło kościoła i usłyszeliśmy głośne „miau”, ale takie trochę dziwne: niby kot… może ptak…? Zatrzymaliśmy się nasłuchując, tak z ciekawości: co też nam się ukarze.
Jakoś nie mogliśmy się niczego dopatrzeć… ale i odejść nie mogliśmy. Zaczęliśmy szperać w krzakach, z których głos się roznosił i znaleźliśmy małego chudego czarnego koteczka, z oczami większymi niż to przewidują zwyczajowo proporcje. Jasne było, że tu go nie zostawimy… zabraliśmy go do przedszkola i ogłosiliśmy, że„kot szuka domu”…
Ostatecznie Lili trafiła do naszego domu. Oczy jej zmalały, ale „miau” zostało. Ono odzwierciedla jej charakter: dziki, nieufny ale dzielny. Teraz, po kilku latach, Lili lubi mnie i Franka, a resztę domowników jedynie toleruje…
|