Ciąg dalszy nastąpił, czyli miłe złego początki....
Noc była zimna, wietrzna i deszczowa. Małgorzata przewracała się z boku na bok, nie mogąc zasnąć i walcząc z myślami. Z jednej strony jej serce aż się rwało , żeby skoro świt pojechać i zabrać do siebie małą blondyneczkę o smutnych oczach, z drugiej rozsądek podpowiadał, że być może to nie jest dobra decyzja, żeby brać pod swój dach obcą i dziką istotę, która poza bursztynowymi oczami ma także bardzo, ale to bardzo ostre zęby....
Nadszedł sobotni poranek i Małgorzata postanowiła, że będzie tak, jak zadecyduje los.
Do południa posprząta mieszkanko i zrobi zakupy, a dokładnie o 12.30 zamelduje się w tym okropnym miejscu i jeśli blondyneczka nadal tam będzie – zabierze ją do siebie.
Bezsenna noc wpłynęła jednak niekorzystnie na jej zdolność do logicznego myślenia.Małgorzata była wielce zdumiona, kiedy okazało się, że wszystkie sklepy są „ W dniu 11 listopada nieczynne, przepraszamy”.
Cóż było więc robić, wsiadła w swoje małe auteczko i pomalutku, powolutku pojechała sprawdzić, czy blondyneczka została jej przez los przeznaczona, czy też nie....
Małgorzata zajechała pod bramę i z niepokojem rozejrzała się wokół.
Dochodziła godzina 11.50, ani żywego ducha, słychać było tylko rozpaczliwe wycie psów, zamkniętych w brudnych kojcach.... Serce łomotało jej jak szalone, kiedy ze ściśniętym gardłem przekraczała bramę.
„ Uciekaj stąd, po co Ci te kłopoty? Ona będzie chorować, będzie się starzeć, umrze za kilka lat – nie chcesz tego znowu przeżywać! Wycofaj się , póki nie jest jeszcze za późno, bo jeśli ją zabierzesz i dasz jej dom – staniesz się za nią na zawsze odpowiedzialna” – krzyczał Rozsądek.
„ Poradzisz sobie, psy żyją niesprawiedliwie krótko, ale dzięki temu jeden człowiek w ciągu swojego życia może dać szczęście i miłość wielu psom... Za kilka lat odejdzie –ale nigdy nie zapomnisz tego czasu, który spędzicie razem” – podszeptywało Serce.
Małgorzata wzięła głęboki oddech, zacisnęła palce w kieszeni na paczce „szmakosów” i przekroczyła bramę....
* * * * *
- Masz? Zabrałaś ją? Jaka jest? Opowiadaj? – głos siostrzyczki w telefonie drżał z emocji.
- Mam. Ale nigdy nie widziałam tak smutnego psa, wygląda, jakby ktoś wyssał z niej życie i zostawił pustkę w środku. Nie patrzy w oczy, ale cały czas łazi za mną i się przytula. I śmierdzi. A poza tym jest chuda, sama skóra i kości....no i je wszystko, w każdych ilościach.
- Ojej –westchnęła siostrzyczka, a Małgorzacie wydawało się, że westchnęła też śmierdząca, mała blondyneczka, rozpaczliwie tuląca się do jej boku.